No i znów się najeżyłem. Tym razem nieszczęsna przypowieść o talentach w Ewangelii wg św. Mateusza. Nijak nie pasuje mi "oficjalna" wykładnia, suflująca porównanie pana z Panem i sługi "złego i gnuśnego", co to 1 talent wziął i zakopał, a później oddał, do człowieka, co to marnuje wszystkie (skąd to wiadomo?) swoje szanse. Czy otrzymane od Pana, czy w rodzinnym domu w ramach wychowania i w szkole i szerzej - w społeczeństwie - mniej istotne.
Otóż dobry, sprawiedliwy i miłosierny Bóg nie mógłby tak surowo i bezwzględnie ocenić tego postępku; poza tym brakuje pełnych danych wejściowych, żeby rozsądzić (rozeznać - moje ulubione słowo!). Nie wiem, jakim - tak w ogóle - pracownikiem był ów sługa. Przypuszczam, że wystarczająco dobrym, że wcześniej nie stracił pracy. Nie jest oczywiste z kontekstu, jeśli nie jesteśmy znawcami epoki, że owo przekazanie 5, 2 czy 1 talentu jawnie oznaczało "weź i pomnóż". Bo przecież równie dobrze mogło oznaczać "wyjeżdżam, masz tu, kup dzieciom daktyli i fig" (bo np. lodów nie mieli).
Nawet jeśli łaskawie pominąć wątpliwości trzeciego sługi co do czystości biznesów pracodawcy i uznać, że sługa ów okazał się był jedynie gapą czy nieudacznikiem, nijak nie pasuje mi do chrześcijańskiego podejścia do człowieka karanie go za to. I to jak - poprzez wyrzucenie w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Pomińmy problem pomnażania majątku (czy "przekazania bankierom" jako ostateczności), bo sugerowanie bliskości procederu do lichwy może być nieuczciwe; a i nie wiem, czy zakaz lichwy i scedowanie jej na Żydów nie jest aby późniejszym wynalazkiem. (Swoją drogą: kredyt jako niezbędne koło zamachowe biznesów i przedsiębiorczości, pochwalanych rzekomo, ale udzielany obcymi rękami i to z piętnem grzechu, też jawi się jako wstęp do podwójnych standardów!)
Gapa czy nieudacznik w mojej wizji mieści się w szufladce (a przynajmniej niedaleko) "ubodzy duchem". A wszak błogosławieni są podobno, ich będzie królestwo niebieskie i za nimi (ale w innym miejscu i czasie) ujmował się tow. Chrystus. I o możliwości przejścia bogacza przez bramę czy wielbłąda przez ucho igielne już przemilczmy; takoż o odbieraniu tym, co nie mają i dawaniu tym, co mają. Bo ów 1 talent od sługi "złego i gnuśnego" trafił się pierwszemu, co to 5 talentów podwoił. No i masz babo placek pt. sprawiedliwość!...
Czy nie udało się piszącym (z wersją Łukasza wyraźnie się to rozjeżdża), czy interpretującym, nie wiem. Oficjalna wersja zdaje się promować silnych i zaradnych i niezważających na tzw. niewygodne szczegóły - bo nie wyjaśniono, czy ów pan był w końcu uczciwy, czy nie. Zakopanie talenta i oddanie jawi mi się jako całkiem neutralne umycie rąk - słyszał sługa złe rzeczy o panu, nie chce mieć z tym nic wspólnego, majątku nie zmarnował.
Pocieszające za to jest, że próby dyskusji z bardziej uczonymi w Piśmie (hehe...) owocują komentarzami, że "powiało świeżością". Tyle dobrego. Wyraźnie czytam Nowy Testament tak, jak czytaliby go ci, którzy raczej go nie czytają, bo wolą Stary.
No comments:
Post a Comment
Note: only a member of this blog may post a comment.