Showing posts with label wiara. Show all posts
Showing posts with label wiara. Show all posts

Friday, 7 November 2025

dzisiejsze czytanie!

Kolejna warstwa interpretacji zawiłych mniej i bardziej. Bo co zrobić z przypowieścią o nieuczciwym rządcy? Jako rzecze bibleref (nawiasem - bardzo zacnie zorganizowany serwis)

Luke 16: 1-8 contains the curious parable of the dishonest manager. The manager of a rich man's possessions is discovered to be incompetent. Realizing he is about to be fired, the manager works quickly. He ingratiates himself with his master's debtors by decreasing their debts in his master's ledgers. The master praises him for being so shrewd. This is not approval of the man's actions, but merely a recognition that it was a clever strategy.

 Dziwaczne. Bez omówienia, i z zerem odniesienia do 

Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z podobnymi sobie ludźmi niż synowie światłości 

- na rany boskie, chwalenie świata?!

A ja słyszałem, i to z dobrego źródła, że to zupełnie nie tak. Że rządca na cito podarował owym dłużnikom to, co i tak by "wziął górką", tj. tzw. procent, czy jak mówią wschodni sąsiedzi, komisjonnyje. Co i tak było w obyczaju. I że pan rządcy na tym nie stracił! A skąd w ogóle wiadomo, że menażer był dizonest?... Może właśnie przez owe wziątka? To jest ta bardziej talmudyczna interpretacja. Ale dokonana przez katolika.

No i zabrakło w czytaniu

And I tell you, make friends for yourselves by means of unrighteous wealth, so that when it fails they may receive you into the eternal dwellings.

(Ale w omówieniu owego duchownego nie zabrakło i bardzo dobrze, choć brzmiało też dość zawile.) Niewygodne? Dla mnie niezrozumiałe; nie mniej niż nieskończone miłosierdzie przeważające nad sprawiedliwością. Jakiś starozakonno-protestancki jednak jestem.

Mądrze świat został stworzony, dzięki za to Ci, Ojcze!

Wednesday, 1 October 2025

lektura, III

Tym razem analog wyrzekania się rodziny. Że kto chce być uczniem, ten niech zostawi grzebanie umarłych (ojca)... umarłym. Coś od Łukasza.

Że to jest system, w którym wszystko za pomocą Pisma można wyjaśnić na 10 sposobów w te i we w te, wiem od dawna. Ale usłyszeć to podczas kazania - nie spodziewałem się. Więc wycofałem się do oślej ławki, czyli posiedzieć na zimnej posadzce przed wejściem. Panie, nie jestem godzien... Ale Twój funkjonariusz chyba strzelił głupotę, mówiąc, że - z pamięci - Pan Jezus oczekuje posłuszeństwa, a nie tego, że będziemy mieli i chcieli zachować własne zasady. Ja będę chciał zachować, bo nie chcę siebie (ani Tej, która oczekuje ode mnie wspólnoty duchowej) okłamywać.

Wednesday, 24 September 2025

piękna pieśń

 O, Matko miłościwa - usłyszałem na Dominikańskiej...

Thursday, 4 September 2025

lektura, II

No i znów się najeżyłem. Tym razem nieszczęsna przypowieść o talentach w Ewangelii wg św. Mateusza. Nijak nie pasuje mi "oficjalna" wykładnia, suflująca porównanie pana z Panem i sługi "złego i gnuśnego", co to 1 talent wziął i zakopał, a później oddał, do człowieka, co to marnuje wszystkie (skąd to wiadomo?) swoje szanse. Czy otrzymane od Pana, czy w rodzinnym domu w ramach wychowania i w szkole i szerzej - w społeczeństwie - mniej istotne.

Otóż dobry, sprawiedliwy i miłosierny Bóg nie mógłby tak surowo i bezwzględnie ocenić tego postępku; poza tym brakuje pełnych danych wejściowych, żeby rozsądzić (rozeznać - moje ulubione słowo!). Nie wiem, jakim - tak w ogóle - pracownikiem był ów sługa. Przypuszczam, że wystarczająco dobrym, że wcześniej nie stracił pracy. Nie jest oczywiste z kontekstu, jeśli nie jesteśmy znawcami epoki, że owo przekazanie 5, 2 czy 1 talentu jawnie oznaczało "weź i pomnóż". Bo przecież równie dobrze mogło oznaczać "wyjeżdżam, masz tu, kup dzieciom daktyli i fig" (bo np. lodów nie mieli).

Nawet jeśli łaskawie pominąć wątpliwości trzeciego sługi co do czystości biznesów pracodawcy i uznać, że sługa ów okazał się był jedynie gapą czy nieudacznikiem, nijak nie pasuje mi do chrześcijańskiego podejścia do człowieka karanie go za to. I to jak - poprzez wyrzucenie w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Pomińmy problem pomnażania majątku (czy "przekazania bankierom" jako ostateczności), bo sugerowanie bliskości procederu do lichwy może być nieuczciwe; a i nie wiem, czy zakaz lichwy i scedowanie jej na Żydów nie jest aby późniejszym wynalazkiem. (Swoją drogą: kredyt jako niezbędne koło zamachowe biznesów i przedsiębiorczości, pochwalanych rzekomo, ale udzielany obcymi rękami i to z piętnem grzechu, też jawi się jako wstęp do podwójnych standardów!)

Gapa czy nieudacznik w mojej wizji mieści się w szufladce (a przynajmniej niedaleko) "ubodzy duchem". A wszak błogosławieni są podobno, ich będzie królestwo niebieskie i za nimi (ale w innym miejscu i czasie) ujmował się tow. Chrystus. I o możliwości przejścia bogacza przez bramę czy wielbłąda przez ucho igielne już przemilczmy; takoż o odbieraniu tym, co nie mają i dawaniu tym, co mają. Bo ów 1 talent od sługi "złego i gnuśnego" trafił się pierwszemu, co to 5 talentów podwoił. No i masz babo placek pt. sprawiedliwość!...

Czy nie udało się piszącym (z wersją Łukasza wyraźnie się to rozjeżdża), czy interpretującym, nie wiem. Oficjalna wersja zdaje się promować silnych i zaradnych i niezważających na tzw. niewygodne szczegóły - bo nie wyjaśniono, czy ów pan był w końcu uczciwy, czy nie. Zakopanie talenta i oddanie jawi mi się jako całkiem neutralne umycie rąk - słyszał sługa złe rzeczy o panu, nie chce mieć z tym nic wspólnego, majątku nie zmarnował.

Pocieszające za to jest, że próby dyskusji z bardziej uczonymi w Piśmie (hehe...) owocują komentarzami, że "powiało świeżością". Tyle dobrego. Wyraźnie czytam Nowy Testament tak, jak czytaliby go ci, którzy raczej go nie czytają, bo wolą Stary.

Monday, 1 September 2025

lektura

Czytam Dzieje apostolskie. I trafiam na 16,16-19. Oto kobieta z "duchem wieszczym" włóczy się za tow. Pawłem i towarzyszami. I rzekomo namolnie powtarza to, co zdaje się być wg wykładni czystą prawdą - że oto idą i głoszą Słowo i proponują zbawienie. Jednostronnie (a być może z pomoco Bożo) tow. Paweł rozeznaje sytuację i - "znużony" - dokonuje wypędzenia z kobiety owego "ducha". Mniejsza o dalsze konsekwencje (bo "duch" i gadanina kobiety podobno jej panom przynosiły zyski, a wobec takiego obrotu spraw jednak zyski poszły w piach i panowie się nieco zirytowali).

Co mnie tu uwiera? Ano, chodzi o obrazek widziany przez obserwatora zewnętrznego, w szczególności nieświadomego (jeszcze?) spraw boskich. A mogącego sobie je uświadomić dzięki działalności Apostołów. Otóż gadanina tej pani mogłaby Pawłowi &co. i sprawie Bożej dać klientelę w postaci kandydatów na wiernych. Co należałoby przecież - dla dobra sprawy! - przyjąć. I żadne"znużenie" nie powinno tu być istotnym kosztem, skoro Mistrz swego czasu ducha na krzyżu oddał, a przedtem wycierpiał konieczność polemiki z tow. faryzeuszami. Tymczasem tow. Paweł lekko i dodatkowo wbrew hasełku, że "błogosławieni ubodzy duchem" (bo coś takiego wietrzę u onej kobiety), po prostu pozbawia ową panią części tożsamości. W sumie trochę dla własnej wygody. A może dla jej dobra? Nie wiem, czy kobieta z tej relacji istotnie sprawiała wrażenie nieco poszkodowanej na głowę. Wg mnie, z dzisiejszej perspektywy, raczej tak, i o apostołach przemilczmy...

Tak więc postępek Pawła zdaje mi się być godnym silnego, asertywnego człowieka, raczej nie prawego chrześcijanina, a co dopiero ex-ucznia, tj. świadka działalności tow. Chrystusa. I nie ma wiele wspólnego z miłością bliźniego. Nie odbyło się zresztą nic zbliżonego do prób perswazji, a przynajmniej nie zostało to zanotowane. Tylko opędzenie się od opętanej babki jak od naprzykrzającej się muchy.

Gdybym stał z boku, nijak nie kupiłbym wersji, że tow. Paweł i towarzysze głoszą tu wiarę pełną miłości - raczej wyczułbym po tym postępku coś fałszywego.

Zresztą obserwacja działalności, postawy i retoryki tow. Chrystusa (z perspektywy kogoś bez wiary) prowadzi w prostej linii do poważnych kłopotów. Podpadał strasznie, i pretensje wierzących do ówczesnej grupy trzymającej władzę o ukrzyżowanie tow. Chrystusa zdają się być - w społeczno-politycznej warstwie - nijak nieuzasadnione. Tow. Chrystus był buntownikiem. Nie przestrzegał podstawowej zasady PKP, co to brzmi "nie wychylać się". No i dostał, na co zapracował; a co do tego dorobił po drodze i dorobili inni po nim - inna historia, z innego świata.

Niemniej, akceptuję możliwość istnienia tego świata. W jaki sposób tamtejsze władze, istoty duchowe itp. miałyby interweniować w świat nasz (wykrywalnie albo nie przez fizykę naszego świata) - nie wiem. Ale nie muszę. Mogę mieć nadzieję. I ktokolwiek mi powie, że to głupie, mogę tylko potwierdzić, że przykładanie intelektu/rozsądku do tamtego wyobrażonego czy "nadziejonego" świata istotnie nie ma sensu. Ba, przykłady j.w. z wygodnickim tow. Pawłem, pysznym tow. Chrystusem (i parę innych przykładów w tych teczkach też się znajdzie), tony interpretacji, kluczy (i parę zagadnień do dziś rozumianych bardzo dosłownie - chyba nieźle wiem, dlaczego...) pokazują, jak duże jest tu pole do dowolności, nagięć itp. Z punktu widzenia jako takiej ścisłości czy poukładania. "Kochaj i rób co chcesz"?

Będę się boksował i nie dam sobie w cache dmuchać. 

Tuesday, 22 April 2025

papa F. :(

Odszedł do krainy wiecznych łowisk tow. Bergoglio, zacny człek, najrozsądniejszy i najświatlejszy z 3 jak dotąd papieży, jakich miałem okazję zastać na tronie Piotrowym tego łez padołu (czy też najlepszego ze światów).

Plus piękna homilia (chyba tak się to nazywa) w wykonaniu tow. Rysia z Łodzi. Ech, żeby cały Kościół w Polsce był taki.