Showing posts with label gitary. Show all posts
Showing posts with label gitary. Show all posts

Tuesday, 16 August 2016

z frontu walki

o lepsze jutro, w którym przewodzi nam organizacja, która jest jak matka, a nad bezpieczeństwem czuwa Bezpieczeństwo...


Skrótem pojedziem, bo czas goni. Dokonalim przeglądu technicznego i usunięcia drobnych usterek w Telekastrze i Stealth'u (a'la Czak Szuldiner, czarne takie, strojone jak pierwowzór, tj. do D-standard, właściwie pierwszy Bisirycz na zakładzie, wrażenie bardzo pozytywne). Oprócz tego zabieramy się po długim zamuleniu za Jolanę i znanego kremowego Strato (wymiana uzębienia w ilości 21, czyli oczko). A w ramach usług dla familii specjalizujem się ostatnio w łażeniu po drabinach i czyszczeniu rynien i dachów z uporczywego igliwia, a za czas jakiś zapewne zajmiem się ożywieniem rowera niemieckiego marki Czarnolas, datowanego na jakieś 60 lat. Dokonano mianowicie wjazdu do garażu samochodem z owym sędziwym pojazdem na bagażniku (brawo...), a poprawek wymaga jedynie wideletz i niezależnie o tych akrobacji roz/s-kręcenie suportu i ogólne odrdzewienie i odświeżenie. Może coś z tego wyjńdzie, znaczy wintydż jaki.


wuj

Wednesday, 6 April 2016

pacjent

na stole

Przyszedł do remontu bas, właściwie mocno chory, choć zacnie zrobiony (ino wcześniak, że tak powiem, tj. niedosusz). Stylizowany na Warwicka bodajże,  NTB, z gryfem z bodajże siedmiu przekładańców, z bardzo zacnym profilem na brzusia na nieco chudym korpusie, lecący na główkę. Korpus nieco odchodzi od gryfu w miejscu chwytania przy grze w wysokich rejestrach, progów 26, ponabijanie nierównolegle, z błędami rzędu milimetra; rzecz jest dostrzegalna gołym okiem, jeśli dobrze ucho przyłożyć. Gryf ze smętnym śmigłem i zakrętem, na klejeniach popękał lakier, progi wyszły i kaleczą, basowa E wisi prawie nad tym zakrętem (bo jest w lewo, kiedy patrzeć od góry i od mostu do główki), więc most też jest do ruszenia. Oprócz tego G rzęzi w siodełku, więc wypada coś tam wypełnić i doszlifować. Kość... — zapachy z trupiarni). Słowem: "panowie, przecież to masakra jakaś jest."

Jedno wyjście to działania doraźne, drugie raczej zbyt kosztowne — zheblować podstrunnicę, zdjąć lakier, wszystko wyszorować, zrobić podstrunnicę i progi od zera, dokleić i może zawoskować.

Ale póki co wybralim pierwsze, a więc z pomocą 666 machnięć prawicą zaopatrzoną w pilnik udało się zlikwidować zakręt, a z okazji przerwy w odbudowie stolika kuchennego blat posłużył za deskę tortur — basik został przykleszczony i aktualnie ma wstępnie deformowany gryf, w dziury po śrubach mostu zostały wprowadzone z perswazją młotkiem kołki z klejem. Kołki pochodzą z podstrunnicy starej Jolany, a więc będzie to symboliczny tysiącletni sojusz miast i WSI.

Wracamy do Chłelebeka. "Uległość", bardzo zacne. Choć kudy mu do dzienników wojennych tow. Gomułki, których nie czytałem.


wuj wszystkich wujów

Friday, 18 March 2016

remont

koncert bass po polsku

Czyli siekierkowaty Mensfeld się przytrafił. Zadania, jakie wykonaliśmy:

  1. Szlif, bo progi jakiś palant nierówno wyrównał i sugestywnie nabłyszczył;
  2. Odszorowanie resztek lakieru z gryfu (wokół kieszeni, która jednak jest zalakierowana) i z obudowy gniazda -- palant nie wpadł na pomysł zdjęcia tych detali przed malowaniem albo źle odczyścił;
  3. Dopasowanie straplocka do kompletu -- lewy założył palant chyba z Defila;
  4. Wymiana mostu, bo po palancie został potwór z pokorodowanymi śrubkami do regulacji akcji, niektóre kręcone kąpinerkami, gwinty pozjeżdżane, jedna wklejona;
  5. Dorobienie dziurek w nakrętce reg. gryf -- palant dostarczył jakąś rachityczną samoróbkę;
  6. Podrasowanie spękanego lakieru, w typowym miejscu -- tył gryfu, tuż przed główką;
  7. "Redukcja" dla kluczy -- palant zamienił klucze na nieco chudsze niż oryginalne i opierały się one o główkę tylko spodem i górną podkładką, bokiem śruby już nixuja. Za takie coś powinien być pluton, bynajmniej nie rozszczepialny, szczególnie, że klucz do G zaczął ryć w główce, tak mocno usiłował odeprzeć przeciąganie struny przez wrogie nam siły godzące w podstawy ustrojowe. Wzięlim więc skrawki  b r z o z y  i zapodalim w te otwory, zrobiło się komfortowo ciasno i klucze trzymią się jak należy;
  8. Letkie podfrezowanie otworków na przystawki, coby luźniej chodziły przy podnoszeniu/obniżaniu;
  9. Kosmetyka przystawek -- w P ów palant usiłował nawiercić w osłonach dziury pod bieguny, ale nawiercił i krzywo i za duże, z obudowy do J ściąglimy wierzchni plazdik, i bieguny widoczne i milimetrzyk na dystansie do strun utargowany;
  10. Regulacja; tu palantowi niczego zarzucić nie mogę, jedynie sobie, że skręcając mostek "w powietrzu" nie wyczułem, kiedy przestać kręcić. A piszę prawdę, jak to notoryczny kłamca;
  11. Elektryka: vol + balans + barwa + przeł. fazy. Pierwotnie działalność palanta opiewała na miszmasz, wrzucił potencjometry, przełącznik, lutownicę i cynę do wirówki i coś wylosował. Ale czego oczekiwać od palanta?
  12. Ok, świeżych strun -- były. Ale, palantowa palanta mać, dla mnie za grube...
Za wszystko ponoć dano 350 i robiono wielkie oczy na większość wad, które w czasie rozkręcania wyzrzędzałem podnośnie. Mam wrażenie, że palant zrobił biznes życia -- kij (do palanta) mu w oko. 

Oprócz tego ruszyła się sprawa Czechobackera, gryf już z perło-markirowką i odmalowany. Czas na progi i binding.

Sponsorem powyższego jest liga polskiego baseballa, zwanego też palantem.


wuj włod.

Wednesday, 27 January 2016

tango od Balcerka

Jako że trwa maraton filmowy w warsztacie, spisalimśmy ładny temacik z harmonii, w wykonaniu wiadomego człowieka z miasta ("ul. Chemiczna 13").

Miłego odtwarzania,

|-17-17-12----------------12----17-17-13--------------------|
|----------13-12----12-13----------------15-13----13--15----|
|----------------14----------------------------16-----------|
|-----------------------------------------------------------|
|-----------------------------------------------------------|
|-----------------------------------------------------------|

|-19-19-16------------------------------------------|
|----------17-15-----------13-15-13--13-15-17-------|
|----------------17-16--16--------------------------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|

|-17-17-12----------------12----17-17-13--------------------|
|----------13-12----12-13----------------15-13----13--15----|
|----------------14----------------------------16-----------|
|-----------------------------------------------------------|
|-----------------------------------------------------------|
|-----------------------------------------------------------|

|-19-19-16------------------------------------------|
|----------17-15------------------------------------|
|----------------17-16--14-13-16-15-14--------------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|

|---------------------------15-17-16-17-------------|
|----------15-15---15-17-18-------------17----------|
|-14-16-17------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|

|----15---------------------------------------------|
|-17----18-17-15-18-17-----17-15--------------------|
|-----------------------16-------17-16-14-----------|
|------------------------------------------14-------|
|---------------------------------------------------|
|---------------------------------------------------|

Saturday, 16 January 2016

nietypowo

bandzior i menda z liną


Niedawno zawitał na metraż instrument z piekła rodem, prawdopodobnie Defilowego chowu, mianowicie banjo mandolinowe. Stąd, nieprawdaż, ten arcyśmieszny, oparty na wyrafinowanej grze słów, tytuł niniejszego wpisu postu. Z wad stwierdzonych: nierówno posklejana obudowa, kąt gryfu humorystyczny, więc akcja tym bardziej, krzywizna gryfu zgoła przeciwna
niż pożądana, progi poryte i ślady intensywnej działalności distalem, nawet na membranie. No a oprócz tego dużo kurzu i szeroko pojętego syfu z DNA, ale to niewielki problem -- umyjemy.

Idzie dobrze -- plastik koloru perła-bursztyn bezpiecznie odwalony, pudło wyrównane, całość z powrotem podklejona i prawie podsztukowana i można zabrać się za czyszczenie instalacji z membrano (skórzano, więc suche -- szczotko druciano na wiertarce). No i progi, totalna cienizna, a mianowicie 1.5mm w podstawie. Właśnie cięcie odchodzi, aż się cęgi rozgrzały, stąd przerwa.

A oprócz tego gotuje się ptaszorowaty gryfiszon do komunalnego majonezu kieleckiego, nie mylić z pogromem.


wuj wszystkich wujów.

Sunday, 22 November 2015

dajmbag, morda...

Dziekan Brzytwy Tył

Gitara "w X", czyli Dean'a wersja Explorera, z błyskawitzo na wierzchu, ku pamięci wiadomego rednecka, speca od flojd-żoletów z echem i ponadwerężanej wątroby; spoczywa od lat 11.

Robota nieco okropna, bo i resztkowy szlif (pokpiła fabryka) i niestety zdjęcie prawie milimetra spod siodełka. Taki zamach wzięliśmy pilnikiem, że Antoine kręćka dostał i służbiści dzwonili z komórki na domofon, żeby nie prowokować. Wg mnie tester ciężko zapił albo wziął w łapę - taka sztuka nie powinna była wyjechać z fabryki. A charczenie rzecz wydaje ze siebie fachowe, jako że pod mostem pomieszkuje stary żul Wiluś Lorenc. Jeden z trzech kumpli mówi na niego Bill. Daje czadu, właśnie trafił na Wysoką Izbę.

Zdjęcie w późniejszym terminie, bo szczury zeżarły magnez.


A niedługo na warstacie: Dżakson z pierwszej Japonii, Double Income, No Kids Yet, XL, nieco kompinowania z aparacikiem "izirajder" z Olsztyna i regulacja, no i reszta zjanomych królika. 


Zapraszam bardzo łaskawie!


dr praw (nie stanowionych!) włod.

Friday, 13 November 2015

flej...

...M



Po raz najpierwszy, wiecie, zawitał w nasze skromne progi wyrób przodujących rzemieślników z gorącego Wybrzeża, jednakże pod niekielecką marką. A więc, rozumiecie, zgodnie z zamówieniem towarzyszy ze Zjednoczenia UB-zpieczeniowców wykonaliśmy szereg godnych najwyższych pochwał czynów na odcinku wysuniętym przez egzekutywę (ciężka, ogromna i pot z niej spływa). Jak chodzi o stan gryfu, wyrównaliśmy, rozumiecie, progi (w tym dobiliśmy jeden, gumową pałką) oraz daliśmy, wbrew sojusznikom, rozumiecie, koronę oraz połysk prawie jak w jajcach myśliwskiego wyżła tow. Leonida Iljicza, z którym w czynie partyjnym w Białowieży śmy ustrzelili, wiecie, jelenia, pod którego później był toast tow. Kostikowa. W dalszym akcepcie, jak chodzi o okablowanie, w konkursie czterech stoczni zwyciężył projekt młodego elektryka z naszego klubu dyskusyjnego w świetlicy, a to: z pomocą przełończnika, rozumiecie, PN-7/88-345/666, instrument zyskał 21 biegów, z których 43 mają dobre, wiecie, grzmienie. Przylutowaliśmy to, rozumiecie, cynicznie. Oprócz tego stawiliśmy czoła trudnościom obiektywnym, wynikłym z tego, że chińscy projektanci mostu walnęli pod robotę grzdyla czy dwa ryżówki na myszach, przez co most jest, rozumiecie, nieco poroniony. Niemniej, po pokazaniu czerwonej książeczki wrócił z podkulonym ogonem do łona i gra jak mu chińścy rewanżyści na dżonce(*) zagrają, niczym słoń na trąbie w składzie porcelany. Chińskiej. Ale czego wymagać od mostu z przetopu żyletek...


Dobra. Nie jest śmiesznie, jest letko općahowo, cosik od obchodów rocznicy paździerzowej ewolucji. Zdarza się.



A w skrócie: Flame Strato, HSH (Merlin Strat/Mayo single stock/Mensfeld stock), przeł. 5-poz., i podwójny 3-poz. on-off-on, który na raz wybiera z humbuckerów cewki raz skrajne, raz wewnętrzne, raz obie. Czyli trzy możliwości na przystawkę, ale skorelowane. Na puszpulu odwracacz fazy pikapa gryfowego. Klucze blokowane (chyba Schaller, logo co prawda brak, ale chyba...), rolkowe siodełko z radiusem (!) i rolkowe dociski strun. Most "floating", tj. prawie Floyd. Strunki 9-46, sprężyn 3. Gra aż się uszy trzęsą, choć szatana wyciągnąć się raczej nie daje. Rock, to rock. Mądrześ to wuju wykoncypował. Czy jak tam to Pan Heniek ujął ku pokrzepieniu.

Jeszcze foto, na otarcie łez po ogniskowej wersji "Doktora Frankensztejna" zasłużonych siepaczy z Korozji:

Nie chce mi się odwracać o 90 stopni, w których wrze woda.




dr włod.

I na koniec żart z epoki.

- Jak jest po węgiersku kryzys?
- Edzigerek!

(*) Tak, dżonka to taka łódka. Niemniej, na dzisiejsze czasy, i rak ryba. Głosu nie ma.

Friday, 9 October 2015

w telegr skr

Skoro należy słać telegramy..?


Udało się przeprogować i wystroić Astera. Strunki czechosłowackie, także z epoki; bodaj ósemki, więc strojenie z małym naciskiem raczej i z dużą tolerancją, ale naprawdę wyszło nadspodziewanie dobrze. A i progi, takie nieco gipsonowate, całkiem nieźle do tego pasujo. Defil umiał pograć nie dość, że dekolofktulu, to nawet gudmourning, a i aniołem śmierci nie pogardził, a jeśli kto się spodziewał jakiego kawałka ansamblu "Anthrax" do kompletu "czwórki", to się srodze zawiedzie, jako że metalizowanym melorecytantom mówimy stanowcze NIE. No. Umiał, ale pojechał do domu. Brzmienie z gatunku egzotycznych, sygnał raczej do spokojniejszego pogrania, wiadomo, oddech wymarłych światów... Nawiercenia pod klucze wykonywano chyba w stanie wskazującym, pod przełącznik zresztą tyż, letko krzywawo siedzi, no ale działa, ważne... W ramach przeoczeń i ich naprawień dokonalim takoż przeprowadzki straploka lewego, jako że blokował dostęp kciuka przy grze wysoko. Taka tam, wada konstrukcyjna, bynajmniej dla grubych kciuków u osobników, którzy znają znaczenie słowa bynajmniej.

Icek PS-2 natomiast zastrajkował był, koń-kret-nie śrubce się łepek wyjechał i odbył się tzw. poród z komplikacjami, ale jak mówił nieodżałowanej pamięci tow. Wiesław, z pustego to i Salamon nie naleji. A przy tzw. okazji dokonalim wyszlifu poprzednich zapacykowań ubytków w lakierze. Tak coby smarków nie pozostawiać i żeby jakoś to wyglądało, no.

A oprócz tego śmy byli z dwukółką na orzechach. Całe szczęście stłuczeń organizmu poprzez niespodziewany upadek z drzewostanu spowodowany ciążeniem naszej plugawej i przeludnionej planety nie zarejestrowano, ale! -- podrapanie kończyn i fizis przez krzuny owszem... Utarg ze 20 litrów, czyli trochu nic, ale to przez pomylenie ścieżek.

Przystępujemy do piłowania ozdóbek do Jolany oraz szorowania progów w gryfie do V-ki. I chyba do zabawy w graficzną szatę zdobiącą archaiki w f66 (i w porywach f77). A już dr Hackenbush pouczał "nie graj ze mną w gui'a"... Szczególnie, że ma to latać pod windo, ptfuj!


- Stasiu, a jak nie dostanę tych spinaczy?
- Kup kłębek druta... Sam se zrobię...
- No dobrze...

Sunday, 27 September 2015

w skrocie

bo nie mam czasu...


1. Wyszlifowano i wyregulowano (zmniejszywszy uprzednio śmigło) Vintage V100. Czyli z cyklu "mój pierwszy raz". Zaletą tej gitary są dobre, tj. nadspodziewanie(*) trwałe progi, ale ich wykończenie już nie jest tak dobre... Kształt korpusu zgoła idiotyczny, ma udawać LP, ale... -- warto zobaczyć z bliska (konkretnie od przodu).

2. Nazbierano nieco orzecha! Proceder będzie kontynuowany przez najbliższy tydzień-dwa...

3. Lakierowanie kilku gryfów oraz korpusu V po uprzednio opisanej operacji także ma się ku końcowi...


nadał J-23, ściśle tajne, przed przeczytaniem spalić.



(*) bo spodziewałem się tradycyjnie "cyny"... Oceniam je jako trwalsze od tych w Epiphone'ach.

Wednesday, 16 September 2015

foto

Kelly, po zakończeniu rzeźbienia. Czarna kropka to ślad po oryginalnej śrubie, dwie szare packi bliżej łapy -- śruby w nowej pozycji. Stopka wyszła wyjątkowo wygodna, co prawda nie trzymiłem Kelly NTB jeszcze, ale wyszło dużo lepiej niż bolt-on.

Malunek.

Po pierwszym szlifie.

Głowa Warlocka/Warriora

Gryf tegoż. Klon podarowany przy okazji dużych zakupów drzewnianych w drewno-lux! :D

Saturday, 5 September 2015

z odmetow pracowni

Wyrzuty sumienia, 

zaniedbania, 

nadrobienia 

itp..

Jako że we warsztacie chwilowo pustki jeśli chodzi o sprawy krótkofalowe i  pogoda ku robocie w lesie wstępnie skłania, odgrzebalimy starocie do wyleczenia: po primo Jolanę w kształcie Ricka, po sekundo P/J bass od M. Mensfelda. Rocznik 1990, korpus ciężki niemożebnie, aż łapa więdnie od trzymienia kiedy sprejujemy (zacny ciemnoniebieski kolorek).

Dodatkowo odbywa się duże przetasowanie w kilku (3? 4?) projektach jednocześnie, z resztówek nawet powstanie tzw. otwieracz do konserw, czyli Warlock, chyba nawet ze ścinkami brzozy i topoli. Być może w kształcie szachownicy te resztki, zobaczymy. I być może zutylizuje się wreszcie kalkomania a'la szósty odcinek Stawki.

Takoż odgrzebaliśmy parę gryfów do polakierowania, oraz zaczerwieniamy Kelly, która zamieniła się w prawie pełnoprawne szyja-przez-ciało. Wygląda wystrzałowo, a i SH-4 już do niej opłacony.

Serwis fotograficzny dotyczący sprawy "M" w drodze, jak mawiał nieodżałowany J-23.


wuj włod.

Monday, 10 August 2015

and now for something...

zjeb od rower Doroty.

A, taki se, przegląd techniczny, odbrudzenie, podsmarowanie, wymiana wycioranych klotzków hamulcowych. A w tzw. wynagrodę nie dość, że wziątko, to jeszcze słoik zacnego dżemiku (rabarbar + cytryna + rozmaryn) z Tarnu, gdzie cyfra honorna -- tak gadają. A ja do dziś plus minus pamiętam ruchy na Nationalistes, mon cul! -- bodaj pierwszej mojej rozgrzebanej i dogrywanej przez chyba dwie sesje naprawdę trudnej, westowej 6c. Stare, dobre czasy (czerwiec/lipiec 2009).

I, niejako na boku, z cyklu `wspaniałości z przeszłości' na małe kilka dni wrócił składakowy Jackson do szlifu i regulacji (a przy okazji zyskał belkę za siodełko, której sposób montażu gra wg mnie kapitalnie z kształtem główki i rozchodzącymi się strunami!) oraz Epiphone -- poza szlifem za wysokich progów także roboty drzewne, lakiernicze i uzupełnienia rozmaite.

A z własnych nabytków -- Nokia 5110. Powrót do przeszłości, ale wkurza brak zbiorowego kasowania smsów.

Żegnam się zasłyszanym na jakże antypolskim i bezideowym forumie hasełkiem "Dąb du*a dębowa"...


wuj włod.

Monday, 3 August 2015

dzekson, III

diament i brak popiołu

Tak, oczywiście skopało się w pierwszym podejściu do ostatniego punktu zabawy -- most niby wracał, ale studnię potencjału miał wyjątkowo płaską wokół minimum. Więc z powrotem, przy ostrzach nic nie zrobię, bo już zrobiłem, ale: śrubki w papierek, do wiertarki, naciś na guzik, coby kręcić zaczęło, no i wziąć pojeździć trójkątnym pilnikiem diamentowym. Po ponownym zmontowaniu -- przełom...

Ustawiło się wszystko naprawdę sportowo, jedyny zgrzyt to gryf, absolutnie nie taki, jaki bywa w Jacksonach. Coś na kształt Strato, może nieco płyciej, ale absolutnie bez `listewki'.

Foto jak tylko się wywoła... Podziękowania dla Właściciela!




Wednesday, 29 July 2015

dzekson

Performah, Korea.



Jako tytuł rzecze, opiekamy się superstrato Jacksona. Czarne toto jak z piekieł smoła i należy mu się jak psu buda:
  • szlif rogów + kosmetyka podtrumnicy
  • czyszczenie i ostrzenie mostka i podszlifowanie jednego z wózków ("komplet" to 3, 2, 2, 2, 1, 1)
  • ponowne zlutowanie drucików wraz z nieco fantazyjnymi efekcikami (pod mostem tkwi Tesla i będzie albo humbuckerem, albo para-humbuckerem z równoległymi cewkami), dodatkowo gryfowy pikapik będzie łączalny właśnie z ową Teslą i będzie miał odwracalną fazę. Fancy, no?
  • I nie pamiętam, co jeszcze. Aha, jakiś tajemniczy brzęk: wykryć, zlikwidować.
  • Wymiana kluczy, bo ktoś sprzedał z takimi do "reverse" i nieco egzotycznie się tym kręci -- prawie jak w Defilach niektórych
  • Odnowienie ślubów gwintów w gryfie, wyjechane niczym ja niedawno na wakacje. Podobnie ma się rzecz z otworami na śrubki od grzebienia do sprężyn.
  • Dopasowanie siodełka, bo krzywo nawiercili poprzedni misiowie od napraw i wstawienie nieco węższego.
Ogólnie całkiem fajna gitarka jak na cenę (biorąc pod uwagę most i przystawkę -- reszta praktycznie za tzw. null). Więcej grzechów nie pamiętam, za popełnione dziękuję. Foto wkrótce, razem z alpejskimi landszaftami i zapasem jakże pociesznych świstaków!

dr włod.

Wednesday, 17 June 2015

Kelly recycled

...Z ostatniej chwili...


Zeszrocona hinduska siekiera dostała po progach nie dość, że malunek fachowy (acz wstępny, RAL 3020, o ile pomnę), jak i dwie nowe dziury na śrubki do gryfu, a z "kostki" udało się wykonać przezacny profil typu fałszywy NTB. Odbyło się to w iście koszmarnym warunie, jako że gitarka w czarnym pokrowcu wybyła na kolarską wycieczkę do lasu kabackiego i na łączce była szargana pilnikiem i ścier-papierem, wśród narzekań na temperaturę, kleszcze, drętwiejące od zasiedzenia siedzenie strugającego wariata i insze atrakcje. Zwłaszcza zestrugiwanie nadmiarów z gryfu było nużące i chyba jeszcze nie jest dokończone -- zupełnie jak w tym radiu, hardrokstejszyn.

Wynik? Ano, patrzeć!

"Doinwestowany, money money money!"
Planuje się wrzucić tam złoty osprzęt; ma być na bogato i zgodnie z kolorkiem progów. Jakie przystawki, jeszcze nie wiadomo, choć po posłuchaniu SH-6 mam pewne podejrzenia... Ale o tym sza, bo jeszcze kelner nagr-.....-odzony będzie za życzliwość w/s sh-eściorniczek.


Więc gęba w wiadro, nie bulgotać.

Wednesday, 27 May 2015

dniowka

Ibane-S

Dojechał dziś do pracowni jakiś Ibanez-S, z gryfowym SD pod mostem. Dokonaliśmy zeszlifu nierówności (szybko szło, rocznik 2008, z ojczyzny wulkanów przyjechał), odczyszczenia i regulacji wszystkiego, co się dało, dopasowania siodełka (bo we fabryce nieco krzywo sprawę nawiercono i był bias), zaklajstrowania zapałki w wybitnie lipnym otworku na strapon straplock, a po testach z udziałem piecucha także przelutowania rzeczonego SD, jako że w położeniu 2 wysprycał się i był w przeciwfazie ze singlem. Gra, stroi, nie brzęczy. Most -- pełna egzotyka, ja jakichś zawiasach normalnie... Edż jakiś czy co?

A teraz znajdujemy metraż dla dwóch dziewięciowoltówek w RG.



włodo

Tuesday, 26 May 2015

z zaduchów warśtatu

po długiej przerwie!


Jak widać, robię bokami i nie ma czasu pisać, zamiast tego wdaję się w potyliczne dysputy i połajanki, żeby ująć rzecz delikatnie. A skoro habemus Dudam, to można zakrzyknąć "PiS sells" (niestety bez dalszego ciągu, bo kupiło wielu, ale płacić będziem wszyscy, pani, pan, społeczeństwo...), wrócić na ziemię i z założonemi rencyma paczeć, jak się nowi moszczą przy pojemniku na paszę dla trzody hodowlanej.

To naprędce, gdyż terminy nadganiają:

raz: udało się uporać po ciężkich bojach (pierwsza przymiarka menzury powiodła się inaczej) z Defilem Toscą, która wydała z siebie takie piekielne wycie, że aż rozważam wymianę przystawek w swojej siekierze właśnie na Muzy (sorry ksantyp...)

dwa: udało się nabyć (z problemami, ale się udało) rozwałkę z Jacksona Kelly JS-32 z krainy zaklinaczy kóbr. Siekierka przejdzie gruntowny remont od podstaw i pójdzie na rynek. Progi Gold-Evo, resza osprzętu złota, lakier czerwony (bo akurat był...)

trzy: udało się uruchomić Defila Jazz'a -- z przystawką Epiphone'a (serial/parallel na pushpullu, z polska mówiąc) i radiusem 15''. Wygląda jak huskiemu z gardła wypadnięty, ale stroi i gra, niech mu druga młodość lekką będzie.

cztery: udało się nabyć i na odcinku długim przewieźć na plerach szóstkę GMR, dostała progi (fot.) i za czas niedługi zostanie za przeproszeniem wystawiona.

pięć: jakieś tam dwa majonezy ożywają w wersji lux (takoż progi złotawe).

sześć: skończyło się pasmo nieporozumień z elektryką w V-mayones, potencjometr wysiadł. Została machina zniszczenia na V7/8 Ibaneza (zacne) z 2xsplit + fejz (nie buk bynajmniej). Most grzecznie usiadł w poszerzonym frezarko wnęku, progi po szlifie, można grać

siedem: na szybko udało się także skręcić RG, do którego Jakże Uczciwy i Słowny Sprzedawca obiecanego środkowego single'a nie dosłał, ino zmył się z forum. Słownemu i Uczciwemu Sprzedawcy mówimy gromkie NIE! i zgięcie w łokciu demonstrujemy! DR 9-46 na czwórce nowych sprężyn, marzenie po prostu. Gitarka nowy dom już w zasadzie ma, ale trza będzie w niej zadomowić jeszcze źródło zasilania, jako że trzy aktywne EMG tam mają trafić. No to zrobim.

osiem: zmajstrowało się w międzyczasie maszynkę do krojenia pereł (nie mylić z poławianiem).

dziwińć: wjechała właśnie pożyczajka i przyszły obiekt ślepych testów. Charvette 170, taki Fusion, ale za to z mostem JT-6 (wariaci chcają za to czasem ponad $200). Obiekt skrajnej pogardy tych, co to "rap eksportu" melorecytują.

POPRAWKA: cichociemne celniki chybiły i policzyły cło + VAT od całości transakcji, a nie od kosztu gitarki. Dobre żarty lubię, ale jak opowiadam, albo bujać to my, ale nie nas.

dziesięć: gryf do Melodii (?) ugiął się wreszcie do idealnie płaskiego pod strunami 12-54. A bo to ja będę na tym grać? Gra, stroi, tu i ówdzie nocny wilk się pojawi, zwłaszcza wysoko.

jedynaście: przeprogowanie Ferdka tech-mech.


Więcej grzechów nie pamiętam. Podatki płacę, głosowałem, narzeka(łby)m.

dr włod.


GeeMeR w środku roboty, tj. tuż po usiąściu progów. Potemu tak wystają. Ten wzorek to wenge, ładne drewko, a sama rzecz pomrukuje fachowo. 2 x aktywny MEC, strunki W-wick Black Label, stalowe.

Porównywarka kolorów. Na ostatnim planie Mayones, z pożółką jesiennie podstrunnicą, na pierwszym gen. Świerczewsi (dziś Solidarności). Po prawej taśma na rower, Bianchi.

Sunday, 15 March 2015

przerwa w dostawach

wypad!

Z powodu urlopu dostawy rynsztokowego języka i prywatnych wiadomości bez szumów zostają wstrzymane do dn. 02.04.2015. A póki co jako teaser zapodajemy info o gryfie Mayonesa, który to wczorajszego wieczoru zyskał zacne progi ze stopu Gold Evo. Gadają, że jest tam miedzi, cyny, żelaza i tytanu w proporcjach 1 : 15 : 1 : 0.1, i pono ten tytan właśnie wyrabia twardość (a miedź złotawy kolorek, co jest bardzo esteticzne, dzieło, kran.. Balladyny). Tnie się taki drut ciężko, na szczęście siadł perfekcyjnie, a stalowy pilnik daje radę z wyrównywaniem. Oczywiście końcówki zjechane są diamentem.

Jako że chwilowo nie mogę uruchomić aparatu nazębnego, zdjęć nie będzie.


Pozdrowienia dla forumowych wyjadaczy, niegramotnych dziecków, prze-szanownych zieleniaków, do- i niedouczonych żółtków i, jak donoszą, jednej niebieskiej puszki humusu. Ostrzeżenie przed końcem sielanki: apokalipsa nadejdzie już po 02.04.2015, a póki co udajemy się na wspinaczkę ściankową, gdzie w trzewikach na powrozie będziemy ubezpieczać się wpinając zaczepy w ucha i pokonywać trasy łapiąc rękami za uchwyty w skałce.


po prostu dr włod, коротко и со вкусом 


Sunday, 22 February 2015

frytles

Here we go again

"Zostałeś zbanowany do 2015-03-17, 21:52 na tym forum.
Powód: Miesiac odpoczynku za rynsztokowe wypowiedzi"  (*)


Dziś relacja z wypadu poza stałe obowiązki. Oto od życzliwego (ale nie w przenośnym sensie!) człeka, od którego nabyłem trumnę na bas, dostałem za friko gryf do Lag'a wraz z kluczami. Do niego dokupiłem lipny korpusik i klecę tanią basówkę bez progów, przy czym z racji czysto estetycznych i wytrzymałościowych będzie ona miała doklejoną podstrunnicę w postaci pasa bubingi (zostało tego z wyklejek coś typu 10cm x 80cm i nie do końca wiadomo, co z tym zrobić). Progi zdjąłem z tego parę tygodni temu i dziś pomachawszy prawicą zdrapałem resztki epoxy, które wtłoczyłem w nacięcia po progach i nadałem promień kurwatury piętnaście cali. A potem wzorem Dobromira zapaliłem żarówkę nad glacą i zmajstrowałem machinę do przyklejania nowej "podstrunnicy" tak, żeby kurwatura się nie wypaczyła. Oto ona (machina, nie kurwatura):

Potrzebujemy: deskę płaską, dwie listwy proste, dwa kawałki gąbki albo styropianu, gryf i fornir.

Przytwierdzamy listwy blisko brzegu półki czworgiem ścisków; gąbkę przycinamy do wiadomych rozmiarów i wsypujemy między listwy i gąbki przesiany w strefie Gazy piasek zorganizowany z pobliskiej budowy (np. Św. Opatrzności Bożej). Ważne jest przesiać, żeby podklejanej podstrunnicy nie uwierały jakieś wielkie kamole czy kupa rosomaka, który zjadł węgiel.

Mięszamy kleik bebiko z utwardzaczem, smarujemy podstrunnicę oryginalną, kładziemy wierzchnią warstwę "podstrunnicą" w stronę piasku, na niej gryf i stopniowo aplikujemy cały dostępny arsenał ścisków wraz z deseczkami.

No i tak to, wierzchowce grzywiaste. Czy rzecz będzie grać i brzmieć, nie wiem, ale chwilowo można poeksperymentować. W razie, gdyby "szlify" zabrzmiały zbyt kartonowo, pewnie podstrunnica będzie polakierowana czymś twardym i może wytrzyma zwykłe struny.

Oprócz tego udało się zrobić radius na podrzuconym ostatnio Defilu, który będzie miał jepifonową przystawkę (w puszce) pod gryfem i będzie grał dżaz -- tak mówi właściciel. Mahoń na podstrunnicy okazał się wybitnie blady, ale został zacnie podkolorowany i już schnie pierwsza warstwa lakieru, a progi przycięte. Słowem: niedziela, i w chuk roboty za przeproszeniem.


odżegnuję się znakiem przedpokoju,


majster od tapet.



(*) ---
Trochę śmieszny powód, bo wypoczynku nie brałem, a i do rynsztoka zdaje się daleko, bo Światły Czynownik  żadnej takiej wypowiedzi wskazać nie raczyli. Część przesłanek pochodziła z tzw. życzliwego donosu i złamania prywatności korespondencji. I to w czyim wykonaniu... Niby, panie, nie było podstaw się spodziewać, a jednak poszedł na metaforyczną komendę i za kapustę został.

Cóż, dyżurny komentator, troll, wyjaśniacz, dyskutant, (choćby i do usranej śmierci), dureń, gimbol, a może dobry człek, który cierpiliwe po 1000x jest w stanie napisać to samo, a może władza, której wolno wszystko -- kuc-forum jest przekolorowe, ale wszystko razem wzięte tworzy tygiel, do którego nie pasuje donosiciel. Czyli kawałek materiału do czyszczenia powierzchni płaskich. Chciałoby się powiedzieć, cytując nieodżałowanej pamięci tow. Wiesława, "psi szczekajo, karawan jedzi dalij", ale żeby tu jeszcze chodziło o szczekanie psów. Zwykła mucha, która siedziała chwilę wcześniej na tym, czym się żywi i na czym się urodziła. Muchy należy tępić, więc do świnki chwilowo odkładamy na szpraj "azotox".