A kolega - pozostający na kontakcie z EjAj - podsunął do objaśnienia; i co dostał? Ano, chylmy czoła przed intelektem, co żart zrozumiał i rozebrał na drobne nawet zgodnie z intencjo, ale nowości są takie, że Fozzie się chowa, a Statler i Waldorf płaczą... Plus jedna wtopa rażąca. Tak więc: co rzecze Golem naszych (w)czasów:
To jest gra słów w języku polskim łącząca elementy techniczne z religijnymi: "KyrieEle.json" to połączenie:"Kyrie eleison" - łacińskiej modlitwy oznaczającej "Panie, zmiłuj się" (używanej w liturgii katolickiej)".json" - rozszerzenia pliku dla formatu danych JSON (JavaScript Object Notation)Humor polega na tym, że brzmi to jak nazwa pliku konfiguracyjnego lub danych w formacie JSON, ale jednocześnie nawiązuje do modlitwy. To typ żartu, który szczególnie docenią programiści znający podstawy liturgii chrześcijańskiej - absurd technologiczno-religijny, gdzie święta modlitwa staje się "plikiem danych", mieszanie sacrum z profanum w kontekście informatycznym. Podobne żarty to np. "Ave.maria.exe" czy "Ojcze.nasz.py".
Dobra, ja się już tych sucharów* nie czepiam, choć w sztuce spalania żartów tak dobrych przykładów nie widziałem (dotąd prym wiodła wariacja nt. przyszedł facet do warzywnego i narobił w pory - a w wesji spalonej: w spodnie). Ale jak owo Kyrie... można nazwać łacińskim, skoro ktokolwiek jakkolwiek osłuchany z czymkolwiek wie i czuje, że to raczej greka? I przecież, do kroćset piorunów, nijak nie brzmi łaciną! Zaprawdę powiadam, źle się dzieje.
Ale górne piętro tego żartu jest w sumie zabawne, jak kto trochę pomyśli. Z siebie się śmiejecie.
Liczyłbym może na wariacje nt. MariaDb czy relacji dziecko-rodzic, co jest do podciągnięcia pod "ojcze". Ale gdzie tam...
No comments:
Post a Comment
Note: only a member of this blog may post a comment.