Mój operator/ISP, taki pojebany.
Drzewiej bywało tak, że smagałem ich smrodliwy koński zad biczem swojej skrzydlatej myśli technicznej (i lekkim piórem takoż) z takiego mianowicie powodu, że zamknęli możliwość logowania się parą login: e-mail, hasło. Chuj jeden wie, czemu (oprócz tego, że ze względów "bezpieczeństwa"). Ale zamknęli w taki głupi sposób, jaki jest właściwy tylko im: "wpisz swój adres e-mail lub nr telefonu", a na ten podany adres dopiero wyskakiwał napis, że logowanie przez podanie e-maila jest niemożliwe. No i chuj im w dupę i kawałek szkiełka, jeśli geniusze z IT nie potrafią zmienić w jednym pliku jednego ciągu znaków ("etykietki" nad polem tekstowym, jak mniemać może nawet małpa z porażeniem mózgowym, niewyabortowana zawczasu) to wnioski są proste. Ale nie ja tam tych leniów-koderów zatrudniam, ja im tylko pośrednio płacę. I nie mogę wymagać czegoś naprawdę elementarnego; a ustrój wskazuje, że powinienem móc.
Później był problem z obejrzeniem, ile tych gigabajtów zostało na oglądanie gołych bab, ale nie na telefonowym zasobie, ino w ruterze, zwanym w wąskich kręgach mydelniczką. Zresztą szwankującą, bo to ZTR - musi jaki MałoDeńSiaoPiń sklepał niedokładnie na kolanie. No i nagle nie zajrzę, bo czegoś rzekomo nie uzupełniłem - nru legitymacji PSL czy dowodu.
Darłem bogu ducha winne koty z "konsultantami" na temat i tego pokracznego logowania, i tych rzekomo nieuzupełnionych danych (bo, kurwa, pesel mój macie w umowie, misie kolorowe i korale złote), "konsultanci" (raz mniej, raz bardziej rozgarnięci) rzekomo zgłaszali to i tamto do IT, wszystko buksowało.
Aż wreszcie przyszło lato 2026. Mniejsza, że osobiście dla mnie wybitnie niełatwe, a i tak zupełnie bez powodu syndrom krótkiego lontu mnie nie dopada. Pierwsza odsłona to problem zmiany adresu mailowego, na który operator ma mi te rachunki wysyłać, tj. faktury. Uczelnia (po obronie w 2009 - młyny sysadminów mielą powoli...) zapowiedziała likwidację "starych" kont. No to co zrobię - ano zmienię adres na inny niż ten właśnie przeznaczony do likwidacji. Na co "profil" - jeszcze wtedy logowalny, a jakże - pokazuje gest "wała". Nie zmienię. Na pytanie o to, czy w "profilu" jest błąd, jaśnie pani konsultantka gdacze jak w grze w pomidora, że może mi ten adres zmienić, bo widzi wszystkie dane. Żeż kurwa, co za jemioły, zaprawdę powiadam, na proste pytanie nie umieją odpowiedzieć, "tak" albo "nie" (dla głupków: "lub").
No i wielke finale (bynajmniej nie Ligure) - blokada dostępu do "profilu". Jak poprzednio, ale lepiej - wpisz nr telefonu, wyślemy ci sms-a. A sms-a brak... Klikaj zdrów w "wyślij jeszcze raz", to potem na czerwono oberwiesz napisem, że czasowo zablokowaliśmy dostęp. Geniusze, kurwa ich mama i babcia i pięć pokoleń wstecz i w przód.
Indagowany "konsultant", po przebiciu się przez odkorowanego robota (ej aj to się nazywa, klękajcie narody), gra wyraźnie w chuja - rzekomo alternatywą dla aplikacji mobilnej jest właśnie ta strona logowania. A czy mogą państwo odblokować wysyłanie tych sms-ów do autoryzacji? "Niestety nie". Catch22? Eksepszyn? Kurwa no, rozumiem, że klienta czasem traktuje się z buta, ale żeby aż tak bez finezji i tyle nawozu przylepione jest do tego buta? I nie chciał skurwiel jeden przyznać, że walnął gafę. Seba[stian] rzekomo, co sra do chleba.
Jak ten operator się nazywał? Chlaj? Graj? Sraj? I liczebnik na tej stronie. Coś jak J-23, ale nie rymuje się z "trzy". No nie pamiętam. I kolorystyka. Podli potwarcy mówią rzekomo (zasłyszałem gdzieś, ale zapomniałem gdzie), że dwukolorowa, ale kto to wie.
No comments:
Post a Comment
Note: only a member of this blog may post a comment.